Malowanie linii wodnej przez wiele lat mojej zabawy z makijażem, było pomijane i uważałam to za nieuzasadnioną torturę. Nie ukrywam też, że tego typu make-up był moim zdaniem dość paskudny, zmniejszał oko i nadawał twarzy "jędzowaty" wyraz. Ostatnio jednak widziałam sporo propozycji z użyciem tego rozwiązania, które bardzo mnie urzekły.
Postanowiłam więc poszukać w moim kuferku skarbów czegoś odpowiedniego. Niestety znalazłam jedynie stare, twarde kredki no name. Za radą mojej koleżanki blogerki udałam się na łowy do Rossmanna, szukając Master Drama Kohl z Maybelline. Kredka okazała się strzałem w dziesiątkę, jest miękka, mocno czarna, bardzo trwała.
Przetrwała cały dzień w prawie niezmienionym stanie, ciężko było się jej pozbyć przy demakijażu delikatnymi środkami. Jestem zachwycona jej głębokim kolorem i łatwą aplikacją. Uważam, że jest to produkt jak najbardziej wart polecenia.
Znacie ten produkt? A może polecacie coś innego?
Pozdrawiam
Marta


